Kopalnia miejska czy papierowy system? Podsumowanie webinaru Abrys & ZPGOZiR

System gospodarki zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym (ZSEiE) funkcjonuje w naszym kraju od 2006 r. Po dwóch dekadach budowy infrastruktury rynek znalazł się jednak w punkcie zwrotnym. Głównym wnioskiem płynącym z webinaru podsumowującego najnowszy raport Związku Pracodawców Gospodarki Obiegu Zamkniętego i Recyklingu (ZPGOZiR) jest konieczność natychmiastowej zmiany filozofii i przejścia od zarządzania „papierowym obowiązkiem” do realnego zarządzania surowcem. 

Raport pt. „20 lat systemu ZSEiE w Polsce. Rzeczywiste przetwarzanie jako fundament jego efektywności” nie ma charakteru wyłącznie statystycznego. – Nasze podejście było celowo jakościowe. Chcieliśmy usłyszeć nie to, co można wyczytać ze sprawozdań czy z tabeli, ale to, co widać z perspektywy kogoś, kto zarządza zakładem, zatrudnia ludzi, negocjuje kontrakty i odpowiada za przetwarzanie – tłumaczył Tomasz Szymkowiak, dyrektor ds. programowych Abrys, podczas webinaru zorganizowanego 17 czerwca. Wraz z Mariuszem Plebanem, doradcą zarządu ZPGOZiR, przedstawił on kluczowe wnioski z raportu.

KLUCZOWE WNIOSKI Z RAPORTU I ICH IMPLIKACJE DLA BIZNESU

Konsolidacja i kurczenie się bazy operacyjnej

Choć w bazie BDO widnieje ok. 115 zakładów przetwarzania, na pełną skalę działa obecnie zaledwie ok. 20 instalacji. To one odpowiadają za zdecydowaną większość rzeczywistych zdolności operacyjnych kraju. Efekt? System wykazuje wysoką podatność na destabilizację w przypadku awarii lub ograniczenia przepustowości zaledwie kilku kluczowych podmiotów. 

Dualizm systemowy (tor fizyczny vs tor dokumentacyjny)

System funkcjonuje dwutorowo. Tor dokumentacyjny determinuje przepływy finansowe, podczas gdy tor fizyczny (zbiórka i przetwórstwo) schodzi na dalszy plan. W rezultacie zakłady inwestujące w nowoczesne, wysokojakościowe i bezpieczne technologie ponoszą wyższe koszty operacyjne i przegrywają konkurencyjnie z podmiotami oferującymi tanią, nierzetelną usługę wyłącznie „na papierze”. System premiuje najniższą cenę zaświadczenia, a nie jakość odzysku. 

Najtańszy i najbardziej niedofinansowany rynek w UE

Stawki za przetworzenie tony ZSEiE w Polsce należą do najniższych w Europie i wynoszą 50–200 euro, podczas gdy we Francji, Holandii czy Szwecji stabilne finansowanie zamyka się w przedziałach 300–800 euro. 

– I to absolutnie nie wynika z jakiejś niesamowitej efektywności naszego polskiego systemu, a z zasady: najpierw sprzedaj obowiązek, potem martw się o jego wykonanie – wskazał Mariusz Pleban. – Realnie na rynku wygląda to w ten sposób, że organizacja odzysku negocjuje stawkę z wprowadzającym pod presją cenową, co jest absolutnie jasne, potem idzie do zakładu przetwarzania i mówi, że musi to zrobić za tyle. Zakład to przyjmuje, bo inaczej nie otrzyma kontraktu, albo szuka sposobu na obniżenie kosztów operacyjnych – dodał.

Zjawisko „rozszabrowanego strumienia”

Elektroodpady trafiające do zakładów są często niekompletne. Pozbawianie ich najwartościowszych komponentów (kabli, agregatów) przed dostarczeniem do instalacji stało się masowym trendem. Przetwarzanie zdegradowanego odpadu kosztuje więcej niż wynosi wartość odzyskanych z niego surowców. W połączeniu z rosnącym udziałem tworzyw sztucznych (odpady zawierające do 30% plastiku generują ujemną wartość ekonomiczną), wzrost wolumenu zbiórki paradoksalnie pogłębia straty finansowe legalnych zakładów. 

Zniekształcenia statystyczne przez fotowoltaikę

W metodologii unijnej uwzględniającej masę odpadów faktycznie wytworzonych, Polska raportuje wysoki wskaźnik zbiórki (ponad 85% przy unijnym celu 85%). Wynika to jednak z wliczania do masy urządzeń wprowadzonych ogromnego wolumenu paneli fotowoltaicznych (ponad 219 tys. ton w 2023 r.), które jako realny odpad pojawią się dopiero za 25–30 lat. Oficjalne dane maskują realną niewydolność zbiórki tradycyjnego sprzętu AGD/RTV. 

Trzyletnie opóźnienie danych w BDO

W kwietniu 2026 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska oficjalnie poinformowało, że zagregowane dane za lata 2024 i 2025 są w trakcie opracowywania, a ostateczne wersje będą dostępne dopiero pod koniec 2026 i 2027 r. – Pomyślcie, jak można zarządzać przedsiębiorstwem na podstawie danych sprzed trzech lat – wskazywał Tomasz Szymkowiak. – Każdy, kto zarządza lub pracuje w firmie, wie, że takie dane są potrzebne na bieżąco. Szczególnie w branży takiej jak nasza, w której ceny surowców mogą zmienić się o kilkadziesiąt procent w ciągu miesiąca, i w której jej efektywność ekonomiczna zależy od wahań na giełdach czy wahań kursowych. Problem polega na tym, że dane w BDO są deklaratywne i nie są powiązane z rzeczywistym przepływem masy– zaznaczył.

Diagnoza systemu w jednym zdaniu? – Żadna organizacja odzysku nie jest w stanie odpowiedzieć na proste pytanie: ile kosztuje przetworzenie tony elektroodpadów? – przytoczył wypowiedź jednego z respondentów raportu Mariusz Pleban. 

DEBATA EKSPERTÓW – WYZWANIA I PRZYSZŁOŚĆ SYSTEMU

Panel dyskusyjny, moderowany przez redaktora prowadzącego miesięcznik „Energia i Recykling” Kamila Paczka, ujawnił głębokie rozbieżności między formalnymi deklaracjami w systemie a rzeczywistością operacyjną, a także zdefiniował kluczowe bariery regulacyjne hamujące rozwój branży. 

Fikcja w raportach i odwrócona logika rynku ZSEiE

Dyskusję otworzyło fundamentalne pytanie prowadzącego o rzetelność krajowych danych dotyczących wolumenu przetwarzanego sprzętu w stosunku do oficjalnych deklaracji. Mirosław Baściuk, prezes zarządu ZPGOZiR, obnażył systemowe niedoskonałości, wskazując na głęboki rozdźwięk między teorią a praktyką. Zwrócił uwagę, że choć formalne statystyki wykazują pełną realizację obowiązków, rzeczywistość rynkowa przeczy tym liczbom. W Polsce zarejestrowanych jest ponad 100 zakładów przetwarzania, z czego realną i aktywną działalność prowadzi zaledwie 20. Część podmiotów generuje tzw. puste kwity, czyli preparuje dokumentację odpadową bez fizycznego pokrycia w zebranym strumieniu. Zjawisko to bezpośrednio przekłada się na drastyczne niedofinansowanie uczciwych przetwórców, gdyż „zły dokument wypiera dobry dokument”. Prezes ZPGOZiR podkreślił, że systemowa transparentność – polegająca na weryfikacji faktycznych zdolności operacyjnych i powierzchniowych małych zbierających w bazie BDO – natychmiast wyeliminowałaby patologie. Jako przykład podał rok 2022, kiedy masowy napływ paneli fotowoltaicznych wywołał realną walkę organizacji odzysku o moce przerobowe, co drastycznie ukróciło spekulacje cenowe do momentu niefortunnej zmiany przepisów zdejmujących ten obowiązek z wprowadzających. 

Strukturę finansowo-organizacyjną rynku za wadliwą uznali również pozostali paneliści. Witold Chemperek, prezes Polskiej Korporacji Recyklingu (PKR), zaznaczył, że relacje finansowe między organizacjami odzysku a recyklerami są wypadkową czystej gry popytu i podaży, a nie realnej troski o środowisko. Zwrócił uwagę na powszechny błąd metodyczny polegający na bezkrytycznym przyjmowaniu deklaratywnych mocy przerobowych z decyzji administracyjnych, które rzadko kiedy są weryfikowane pod kątem realnego potencjału technologicznego instalacji. 

Z kolei Maciej Jaroszuk, prezes zarządu Green Office Ecologic, jednoznacznie ocenił, że obecna konstrukcja systemu skazuje go na porażkę ekologiczną. Większość organizacji odzysku działa dziś wyłącznie jako reprezentant interesów biznesowych wprowadzających sprzęt, dążąc do maksymalnego obniżenia kosztów opłat, zamiast dbać o dobrostan środowiskowy czy budowę stabilnego strumienia surowcowego. Systemowa logika w Polsce jest odwrócona – najpierw kontraktuje się wolumeny u wprowadzających za rażąco niskie stawki, a dopiero potem szuka się zakładów przetwarzania, które zmuszone są przyjmować odpady poniżej kosztów opłacalności i kombinować na poziomie operacyjnym. 

Od odpadu do produktu – wyzwania głębokiego recyklingu i GOZ

W dalszej części debaty paneliści przenieśli punkt ciężkości na fizyczny efekt pracy zakładów przetwarzania, czyli na jakość i popyt na wtórne surowce z recyklingu. Maciej Jaroszuk przywołał alarmujące dane z raportów unijnych, z których wynika, że pomimo zaawansowanych technologii średni poziom odzysku kluczowych komponentów (w tym surowców krytycznych) oscyluje wokół zaledwie 42%, a reszta bezpowrotnie przepada lub jest eksportowana poza granice Wspólnoty. Wskazał jednak, że presja geopolityczna wymusi w najbliższych latach radykalne zwiększenie efektywności tzw. głębokiego odzysku z elektroodpadów. 

Witold Chemperek rozwinął tę myśl, diagnozując problem utraty statusu odpadu i narodzin pełnowartościowego produktu. O ile metale z grupy żelaznych i nieżelaznych (stal, miedź, aluminium) znajdują relatywnie łatwo nabywców, o tyle rynek frakcji polimerowych (ABS, polistyren, polipropylen) oraz szkła mierzy się z głębokim kryzysem. Skalowane technologie zagospodarowania trudnych tworzyw są kapitałochłonne, a polski przemysł wykazuje zerowe zapotrzebowanie na krajowe surowce wtórne – Dzisiaj jak pytamy producentów, ile procent stali z polskich hut jest wykorzystywane przy produkcji w Polsce nowych pralek czy nowych lodówek, to odpowiedź niestety brzmi zero, bo cała stal przychodzi spoza Polski – podał drastyczny przykład prezes PKR.

Większość wysokiej jakości regranulatów wytwarzanych w kraju natychmiast wyjeżdża za granicę. Co gorsza, polski rynek zalewany jest tanimi, pierwotnymi tworzywami sztucznymi z Chin, które sprowadzane są okrężną drogą m.in. przez Turcję i fałszywie deklarowane jako recyklaty. Zdaniem Chemperka, bez unijnych regulacji wymuszających określony poziom stosowania recyklatów w nowych produktach, normalne mechanizmy rynkowe zawsze zmuszą producentów do wybierania tańszego i gorszego ekologicznie surowca pierwotnego. 

Proceduralny paraliż a unijne wymogi surowców krytycznych (CRMA)

Część dyskusji skupiła się wokół unijnego rozporządzenia w sprawie surowców krytycznych (Critical Raw Materials Act) i barier administracyjnych, które paraliżują rozwój nowoczesnych instalacji w Polsce. Mirosław Baściuk przypomniał, że do 2030 r. aż 25% surowców krytycznych wykorzystywanych w UE musi pochodzić bezpośrednio z recyklingu. Naszą największą, lokalną bazą surowcową – tzw. kopalnią miejską – są właśnie elektroodpady i baterie. 

Niestety, dynamiczny rozwój technologii rozbija się o polską ścianę urzędniczą. Czas oczekiwania na zwykłe pozwolenie na zbieranie sprzętu wynosi obecnie kilka lat, a na przetwarzanie – od pięciu do nawet dziesięciu lat. W efekcie, gdy przedsiębiorca po dekadzie otrzymuje zgodę, zaplanowana przez niego technologia jest już przestarzała, a jej modyfikacja wymaga przejścia całej procedury od nowa. 

Głos zabrał również prowadzący debatę red. Kamil Paczek, który zauważył, że branża recyklingowa pilnie potrzebuje systemowych ułatwień na wzór specustaw drogowych (np. procedury ZRID), które upraszczają i przyspieszają kluczowe inwestycje infrastrukturalne. W odpowiedzi Mirosław Baściuk poparł postulat wprowadzenia „szybkiej ścieżki” dla technologii recyklingowych, podkreślając, że Polska ma unikalną szansę stać się europejskim centrum przetwarzania ZSEiE, o ile przestanie bezmyślnie eksportować surowce do Chin, by później odkupować je w gotowych produktach. 

Zaproponował rewolucyjne uproszczenie procedur: wprowadzenie rocznych pozwoleń próbnych (tymczasowych), po których instancje kontrolne (np. GIOŚ/WIOŚ) weryfikowałyby faktycznie zamontowane maszyny oraz realną wydajność zakładu i dopiero na tej podstawie wydawały docelowe decyzje. Zdaniem prezesa ZPGOZiR konieczne jest także pilne wdrożenie w polskim prawie twardych standardów technologicznych (np. wytycznych CENELEC czy certyfikacji WEEELABEX), co z automatu powinno skracać proces urzędniczy dla rzetelnych inwestorów i ostatecznie ugruntować realne przetwarzanie jako jedyny fundament zdrowego systemu. 

NOWE WYZWANIA I OBOWIĄZKI NA HORYZONCIE

Polski system elektrorecyklingu wyczerpał dotychczasowe ramy organizacyjne. Dalsze utrzymywanie status quodoprowadzi do postępującej degradacji legalnych zakładów przetwarzania, rozrostu szarej strefy i ucieczki strategicznych zasobów poza granice kraju. 

Aby sprostać unijnym rygorom rozporządzenia w sprawie surowców krytycznych (CRMA), które nakłada obowiązek pozyskiwania do 2030 roku co najmniej 25% surowców krytycznych z recyklingu, elektroodpady muszą przestać być traktowane jako uciążliwy odpad, a zacząć być postrzegane jako strategiczna kopalnia miejska. 

Ewolucja systemu w stronę GOZ wymaga:

  • radykalnego uproszczenia procedur administracyjnych (wprowadzenie szybkiej ścieżki na wzór inwestycji drogowych), 
  • pełnego uszczelnienia obrotu dokumentami poprzez BDO z wykorzystaniem analityki AI, 
  • powiązania stawek ROP z rzeczywistymi, technicznymi kosztami głębokiego przetwarzania. 

Bez tych reform Polska utraci potencjał stania się europejskim centrum recyklingu i pozostanie trwale uzależniona od importu surowców technologicznych z rynków azjatyckich. 

Raport do pobrania znajduje się tutaj:

Zgody
Przewijanie do góry