Co się dzieje ze zużytą lodówką, czyli jak naprawdę działa system ZSEE (Zużytego Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego)?

Kupujemy lodówkę, telewizor albo komputer, korzystamy z nich przez lata, aż w końcu przestają działać. Stają się wtedy odpadem – takim, którego nie wolno po prostu wyrzucić do zwykłego kosza. Ktoś musi go zebrać, bezpiecznie przetworzyć i odzyskać z niego to, co da się jeszcze wykorzystać. Kto za to odpowiada i jak jest to zorganizowane?

Odpowiedź zaczyna się od zasady, która wcale nie jest oczywista: odpowiedzialność firmy, która wprowadziła sprzęt na rynek, nie kończy się w chwili sprzedaży. Na tej właśnie logice opiera się polski system gospodarowania zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym (ZSEE).

Poniżej tłumaczymy ten mechanizm krok po kroku, bez odsyłania do numerów artykułów ustawy. Wystarczy około siedmiu minut, żeby zrozumieć, jak system działa naprawdę.

Odpowiedzialność, która nie kończy się na sprzedaży

Odpowiedzialność producenta lub importera za sprzęt nie kończy się wraz z jego sprzedażą. System rozszerzonej odpowiedzialności producenta obejmuje również – w określonym zakresie – etap, w którym urządzenie po zakończeniu użytkowania staje się odpadem.

Kiedy sprzęt przestaje być używany i staje się odpadem, trzeba go zebrać, odpowiednio przetworzyć, usunąć z niego elementy wymagające szczególnego postępowania, a materiały i surowce nadające się do wykorzystania skierować z powrotem do gospodarki. Temu właśnie służy system ZSEE: ma zapewnić, aby zużyty sprzęt nie znikał w przypadkowy sposób, lecz trafiał do legalnego, kontrolowanego obiegu.

Podmiot, na którym spoczywa ta odpowiedzialność, ustawa nazywa wprowadzającym sprzęt. Potoczne słowo „producent” bywa tu zbyt wąskie – wprowadzającym może być również importer albo inny przedsiębiorca spełniający ustawową definicję. To on jest punktem wyjścia całego systemu.

Jedno zastrzeżenie od razu: nie chodzi o to, by każde urządzenie i każdy zawarty w nim surowiec zostały odzyskane w całości. To byłby mało realistyczny cel. Chodzi o to, żeby system działał i żeby osiągane były poziomy zbierania, odzysku oraz recyklingu wymagane przepisami.

Jak przedsiębiorca może wykonać te obowiązki?

Skoro wprowadzający odpowiada za zagospodarowanie zużytego sprzętu, pojawia się naturalne pytanie: jak ma to zrobić w praktyce? Przecież producent lodówek, telewizorów czy telefonów komórkowych (raczej) nie prowadzi własnych punktów zbierania elektroodpadów ani zakładów, w których się je rozbiera.

Ma dwie drogi. Może wykonywać swoje obowiązki samodzielnie – sam zbudować lub zakontraktować potrzebne relacje z podmiotami zbierającymi i przetwarzającymi sprzęt. Albo może powierzyć ich wykonywanie wyspecjalizowanej organizacji odzysku.

I tu warto zatrzymać się przy organizacji odzysku, bo sama nazwa potrafi wprowadzać w błąd. Nie jest to urząd ani publiczny fundusz. Nie jest to też zakład, który fizycznie przetwarza sprzęt. To wyspecjalizowana firma (zawsze jest to spółka akcyjna), która na podstawie pisemnej umowy przejmuje od wprowadzającego wykonanie określonych obowiązków i organizuje ich realizację poprzez współpracę z odpowiednimi uczestnikami systemu, tak aby producent czy importer nie musiał robić tego samodzielnie.

Ważne: powierzenie wykonywania określonych obowiązków organizacji odzysku nie oznacza, że wprowadzający przestaje być podmiotem odpowiedzialnym za ich prawidłową realizację.

aa
Gdzie trafia zużyty sprzęt?

Zanim przejdziemy do pieniędzy, prześledźmy fizyczną drogę sprzętu – bo to ona jest sercem całego systemu.

Zużyty sprzęt wraca do obiegu wieloma legalnymi kanałami: przez sklepy i innych dystrybutorów przyjmujących zużyty sprzęt (gdy oddajesz w sklepie zużyty sprzęt, kupując nowy lub gdy nowy sprzęt przywozi kurier i odbiera „stary”), przez gminne PSZOK-i (Punkty Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych) oraz przez wyspecjalizowane podmioty zbierające. Co ważne, nie chodzi o sprzęt wyławiany ze zwykłych śmietników – system opiera się na konkretnych, uprawnionych kanałach. Zebrany sprzęt trafia następnie do zakładu przetwarzania.

Co dzieje się w zakładzie przetwarzania?

To miejsce, w którym zaczyna się właściwe, fizyczne przetwarzanie zebranego elektroodpadu – i warto zrozumieć, że to coś więcej niż „utylizacja”.

Zużyta lodówka, telewizor czy komputer nie trafiają tam po to, by po prostu zniknąć. Sprzęt jest odpowiednio przetwarzany i demontowany. Usuwa się z niego elementy i substancje wymagające szczególnego postępowania, a powstałe materiały, części i frakcje są rozdzielane i kierowane do dalszych procesów. To, co da się wykorzystać, trafia m.in. do recyklingu lub innych procesów odzysku; pozostałe frakcje wymagają właściwego zagospodarowania zgodnie z przepisami.

Tu system ZSEE spotyka się z ideą gospodarki obiegu zamkniętego. Celem nie jest samo „pozbycie się” urządzenia, lecz odzyskanie możliwie dużej części zawartych w nim materiałów i surowców, by wróciły do gospodarki – przy jednoczesnym bezpiecznym postępowaniu z tym, co może stwarzać zagrożenie.

Weźmy przykład lodówki. Użytkownik oddaje ją do legalnego systemu, skąd zostaje zebrana i trafia do zakładu przetwarzania. Tam jest przetwarzana i rozdzielana na elementy oraz frakcje, które następnie mogą zostać skierowane do dalszego odzysku, recyklingu albo innego właściwego zagospodarowania.

Nie należy przy tym wyobrażać sobie, że zakład przetwarzania wykonuje samodzielnie wszystkie kolejne procesy recyklingu ani że każdy materiał zostaje odzyskany. Zakład jest kluczowym ogniwem: przyjmuje zużyty sprzęt i wykonuje jego właściwe przetwarzanie. Powstałe odpady i frakcje mogą dalej trafiać do wyspecjalizowanych recyklerów oraz innych instalacji prowadzących kolejne procesy odzysku lub zagospodarowania.

Co dzieje się z odzyskanymi surowcami?

Przetwarzanie i recykling nie kończą jednak drogi materiałów odzyskanych ze zużytego sprzętu. Stal, aluminium, miedź, tworzywa sztuczne czy szkło – po odpowiednim przetworzeniu i przygotowaniu – mogą stać się surowcem dla kolejnych procesów produkcyjnych. Kupują je przedsiębiorstwa, które wykorzystują materiały pochodzące z recyklingu jako wsad do produkcji nowych wyrobów. W ten sposób materiał, który wcześniej był częścią zużytej lodówki, komputera czy telewizora, może wrócić do gospodarki w zupełnie innym produkcie.

Nie zawsze wygląda to jednak tak, że zakład przetwarzania sprzedaje gotowy surowiec bezpośrednio producentowi. Często jego rolą jest wydzielenie i przygotowanie odpowiednich frakcji, które trafiają następnie do wyspecjalizowanych recyklerów. To oni prowadzą dalsze procesy pozwalające uzyskać materiał o parametrach umożliwiających jego ponowne wykorzystanie. W zależności od technologii i modelu biznesowego recykler lub inny podmiot przetwarzający może sprzedawać odzyskany materiał producentom albo sam wykorzystywać go do wytwarzania nowych produktów. W tym miejscu obieg rzeczywiście zaczyna się zamykać: od produktu, przez odpad i odzysk materiału, z powrotem do produkcji.

Widać tu wyraźną różnicę, którą łatwo przeoczyć: organizacja odzysku przede wszystkim organizuje i zapewnia wykonanie obowiązków wprowadzającego oraz współpracuje z uczestnikami systemu, natomiast zakład przetwarzania fizycznie przyjmuje zużyty sprzęt i poddaje go przetwarzaniu. To dwie różne role, a nie dwa słowa na to samo.

Kto za to wszystko płaci?

Dopiero teraz – gdy wiadomo już, co się dzieje ze sprzętem – dobrze widać, kto to finansuje.

Ekonomiczny koszt wykonania obowiązków ponosi wprowadzający. Jeśli korzysta z organizacji odzysku, płaci jej wynagrodzenie wynikające z umowy; organizacja wykorzystuje te środki, by zapewnić wykonanie przejętych zadań, i rozlicza się z uczestnikami łańcucha zgodnie z przyjętym modelem. Jeśli wprowadzający działa samodzielnie, sam organizuje i opłaca odpowiednią współpracę.

Warto przy tym uwolnić się od jednego uproszczenia. Łatwo wyobrazić sobie sztywny łańcuch płatności: organizacja płaci zbierającemu, ten płaci zakładowi, a zakład płaci recyklerowi. W rzeczywistości pieniądze nie muszą wędrować dokładnie tą samą trasą co lodówka. Umowy potrafią łączyć różne ogniwa systemu w różnej konfiguracji, a na ekonomię całości wpływa też wartość odzyskanych materiałów. Finansowanie odbywa się więc przede wszystkim poprzez umowy rynkowe, a nie poprzez system dotacji rozdzielanych przez urząd.

Uwaga: szczegółowe zasady finansowania mogą różnić się m.in. w zależności od rodzaju i przeznaczenia sprzętu oraz daty jego wprowadzenia do obrotu. Nie zmienia to jednak podstawowej logiki systemu opisanej w tym tekście.

Czym wobec tego jest opłata produktowa?

Skoro system finansuje się przede wszystkim w relacjach rynkowych, to gdzie w tym wszystkim jest opłata produktowa – pojęcie, które często pojawia się przy okazji elektroodpadów?

Opłata produktowa nie jest podstawowym sposobem finansowania systemu i nie jest opłatą od każdej sprzedanej sztuki sprzętu. Nie płaci jej automatycznie każdy wprowadzający. To mechanizm publicznoprawny, który uruchamia się dopiero wtedy, gdy nie uda się osiągnąć wymaganych poziomów – na przykład zbierania, odzysku czy recyklingu. Bliżej jej więc do konsekwencji za niewykonane zadanie niż do stałej opłaty przy każdej transakcji.

Jest liczona na koniec roku i wpłacana na odrębny rachunek właściwego urzędu marszałkowskiego. Warto przy tym wyjaśnić jedno możliwe nieporozumienie: fakt, że pieniądze trafiają do urzędu marszałkowskiego, nie oznacza, że powstaje fundusz, z którego urząd następnie zwraca zakładom przetwarzania koszty ich działalności. Taki mechanizm refundacji nie istnieje. Z wpłaconych środków 10% stanowi dochód samorządu województwa przeznaczony na obsługę systemu i egzekucję należności, a pozostała część jest przekazywana do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

Koszt gospodarowania odpadami to nie to samo

Z opłatą produktową bywa mylone jeszcze jedno pojęcie: koszt gospodarowania odpadami, który niekiedy widnieje wyróżniony przy cenie nowego sprzętu.

To dwie różne rzeczy. Koszt gospodarowania odpadami jest związany z kosztami realizacji obowiązków dotyczących ZSEE i może być widoczny jako wyodrębniony składnik ceny sprzętu.

Nie jest jednak podatkiem ani publiczną daniną pobieraną przy zakupie i przekazywaną państwu. Najkrócej: opłata produktowa to publicznoprawna konsekwencja nieosiągnięcia wymaganych poziomów, a koszt gospodarowania odpadami to element rachunku ekonomicznego wprowadzającego. Dwie różne rzeczy.

Jak wiadomo, że obowiązki naprawdę wykonano?

Zostaje ostatni element: skąd wiadomo, że sprzęt rzeczywiście został zebrany, przetworzony i poddany odzyskowi, a nie jedynie zadeklarowany na papierze?

System nie opiera się wyłącznie na deklaracjach. Wykonanie obowiązków musi zostawić ślad w danych i dokumentach pochodzących z legalnego łańcucha – od kart przekazania odpadów po zaświadczenia potwierdzające recykling i inne procesy odzysku. Kluczową rolę w rejestracji, ewidencji i sprawozdawczości odgrywa BDO, czyli Baza danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami. To tu podmioty się rejestrują, prowadzą ewidencję i składają sprawozdania.

Marszałek województwa jest właściwym organem dla części obowiązków sprawozdawczych i rozliczeniowych oraz dla opłaty produktowej. Nie jest natomiast operatorem funduszu finansującego recykling, bo taki fundusz tu nie działa.

Widać teraz, że przez system biegną równolegle trzy przepływy, których nie należy ze sobą utożsamiać: droga samego elektroodpadu (fizyczna), droga pieniędzy (finansowanie wykonania obowiązków) oraz droga danych i dokumentów (potwierdzenie, że wszystko rzeczywiście się wydarzyło). Te trzy ścieżki są ze sobą powiązane, ale nie pokrywają się jeden do jednego.

Co z tego wynika?

Sens systemu ZSEE jest prostszy, niż się z zewnątrz wydaje. Odpowiedzialność za zużyty sprzęt spoczywa na tym, kto wprowadził go na rynek – a wykonać ją może sam albo powierzając organizacji odzysku. Sprzęt wraca do obiegu legalnymi kanałami i trafia do zakładu przetwarzania, gdzie jest rozdzielany na elementy i frakcje kierowane do recyklingu, innego odzysku lub właściwego zagospodarowania. Całość finansowana jest przede wszystkim w relacjach rynkowych, a nie z publicznego funduszu.

Opłata produktowa nie jest osią tego systemu – pojawia się obok niego, jako konsekwencja nieosiągnięcia wymaganych poziomów. A koszt gospodarowania odpadami, widoczny czasem przy cenie, to ani podatek, ani opłata produktowa.

Kiedy prześledzimy drogę zużytej lodówki od chwili, gdy przestaje być używana, aż do momentu, gdy zawarte w niej materiały trafiają do dalszego wykorzystania lub właściwego zagospodarowania, widać istotę całego systemu: odpowiedzialność za produkt nie kończy się wraz z jego sprzedażą. ZSEE jest praktycznym mechanizmem rozszerzonej odpowiedzialności producenta, w którym wprowadzający, organizacje odzysku, zbierający, zakłady przetwarzania i recyklerzy pełnią różne, wzajemnie uzupełniające się role.

https://unsplash.com/photos/white-bottom-mount-refrigerator-ihqf8AQsQHI

Przewijanie do góry